| 01 7 |
Dofinansowanie – błogosławieństwo czy klątwa?
Chciałoby się rzec: jak dają to bierz, jak biją to uciekaj. Problem zaczyna się dopiero wtedy jak dają, aby bić, czego najlepszym przykładem są tradycyjne pułapki na myszy i szczury. Bardziej rozważni zawsze zadadzą sobie pytanie “a gdzie tu jest haczyk“? Ano właśnie… Aby mieć realne spojrzenie na rzeczywisty wpływ różnego rodzaju dofinansowań i pożyczek należałoby spojrzeć na problem szerzej, zarówno z perspektywy tych “co dostają” jak i z tych, którzy z nimi konkurują. Niesprawiedliwe rozdysponowanie Zostawmy na bok tematy związane z łapówkarstwem, a załóżmy, że projekt sprawdzany jest przez uczciwych ludzi. Pieniądze są ograniczone, a więc nie możemy przyznać ich wszystkim. I dajemy jednym, a drugim odmawiamy. Stwarza to bardzo nierówny, wręcz niezdrowy podział dóbr. Jeden dostaje 20 tys. pln, a drugi ma 0 lub zebrane przez siebie kilka tysięcy. Nawet jeśli ten drugi ma lepszy pomysł, bardziej innowacyjny lub tańszy produkt to jego szanse na powodzenie zostały wyeliminowane. Podobnie wygląda też sprawa, jeśli chodzi o “stare biznesy”. Załóżmy, że szewc prowadzi rodzinny biznes z pokolenia na pokolenie. Przez ten czas oprócz fachu w ręku, dysponuje także skromnym majątkiem – narzędziami do naprawy butów, zapasami podeszw, sznurków, klejów, kilku maszyn. Na rynek wchodzi nowy szewc, dostając 20 tys. pln na rozpoczęcie swojej działalności gospodarczej. Za te pieniądze kupuje ten sam sprzęt i zapasy oraz otwiera konkurencyjny zakład obok starego szewca. Przykład ten pokazuje doskonale, że wsparcie finansowe jednych łączy się z jednoczesnym wyparciem z rynku innych podmiotów. Wbrew pozorom na dofinansowaniach najbardziej mogą ucierpieć (a nie zyskać) małe i średnie przedsiębiorstwa. Marnotrastwo Jasne, że mógłby obyć się bez laptopa, poza tym ma swojego starego, który doskonale nadałby się do prowadzenia działalności. Ale opracowany przez niego budżet wynosi zaledwie 10 tys. pln. Może wydać dwa razy więcej, więc kupuje nie jeden, a dwa laptopy. Na co jeszcze by wydać… może drukarka? System nagłaśniający? Kamera? Ostatnio w internecie zahuczało od aukcji na Allegro, w której sprzedający pozbywał się kamery wartej ok. 13 tys. pln. Jak otwarcie przyznał – kupił ją korzystając z bezzwrotnej pożyczki z urzędu pracy TYLKO po to, aby sprzedać ją za rok na aukcji internetowej za kwotę… 8 tys. pln. Ukryte koszty Doskonałym przykładem są tutaj nowoczesne baseny, współfinansowe ze środków Unii Europejskiej, jakie powstały i powstają w ostatnich latach. Wyliczenia ekonomistów pokazują, że projekty te są całkowicie nieopłacalne, nawet jeśli zostałyby całkowicie “zasponsorowane” nam przez UE. Koszty rocznego utrzymania takiego basenu to holendarne pieniądze, na których pokrycie nie mamy środków. Oczywistym jest też, że nie będzie można takiego basenu odsprzedać dalej, ponieważ większość z nich wybudowane jest w miejscowościach, w których nie ma aż tak dużego popytu na tego typu usługi, a jeśli nawet jest, to przychody z wejściówek nie są w stanie pokryć kosztów utrzymania basenu. Podobnie może wyglądać sprawa, jeśli chodzi o małe i średnie biznesy, dlatego zanim chwycimy po pieniądze – chwyćmy po kalkulator i policzmy ile będzie nas kosztować ich wzięcie. Warto też nadmienić kilka ostatnio głośnych przypadków, kiedy to UE doprowadziła do bankructwa kilka przedsiębiorstw, żądając od nich zwrotu dofinansowania po np. roku. Skąd pieniądze? Wszelkie pieniądze, jakie są nam “dane” zostają zabierane od nas przez różnego rodzaju podatki (ukryte i jawne), jakie nakłada na nas państwo. To właśnie dlatego są tak wysokie składki ZUSowskie, płacimy tyle podatku dochodowego oraz VAT. Znaczna część tych pieniędzy idzie na opłacenie urzędników, którzy najpierw nam te pieniądze zabierają, a później trochę mniej oddadzą nam lub naszemu sąsiadowi. Jak to wygląda w przypadku programów ETS, Innowacyjna Gospodarka i innych europejskich projektów? W przypadku pieniędzy unijnych – również jest to w większości NASZA kasa, około 80% pieniędzy, jakie otrzymujemy z UE to kwota, jaką sami do niej wpłacamy. 20% teoretycznie dopłacają dla nas firmy i osoby z innych krajów w UE. W praktyce nie wykorzystujemy wszystkich środków unijnych, dodatkowo UE ustala na co możemy wydawać (nasze) pieniądze oraz trzeba wziąć pod uwagę koszty unijnych urzędników, jakich musimy utrzymywać na dzielenie tych pieniędzy “z Unii”. Dokładne obliczenia, jakie można znaleźć w Internecie wskazują, że całe to “dofinansowanie” kosztuje nas więcej niż to, co otrzymujemy. W dodatku pieniądze te mielibyśmy we własnej kieszeni, gdyby nie były nam zabierane na każdym możliwym kroku. Zostaw komentarz |